Bełdany.
Bełdany.
Typowe jezioro polodowcowe - głębokie (dochodzące do nawet 46 m głębokości), długie i wąskie o stromych brzegach. Jezioro ma wiele płytkich zatok i 8 wysp. Z uwagi na znaczną średnią głębokość dno jest raczej piaszczyste i twarde, tylko w płytkich zatokach znajdują się trzcinowiska i muł. Jesto dobre miejsce na trolling, zwłaszcza wzdłuż stromych brzedów oraz polowanie cieższym zestawem na sandacza. W trzcinowiskach czają się ładne szczupaki.
Jezioro cieszy się sporym wzięciem wśród wędkarzy, w sezonie wzdłuż przybrzeżnych trzcinowisk pływają całe armady łódek wędkarzy. Pomimo tego wciąż można tam złapać ciekawy okaz okonia lub szczupaka. Ostatnie zimy bywały kapryśne i niezrównoważone. Ale nawet jeśli zima zrobi wędkarzom kolejnego psikusa, ten tekst przyda się w połowie lutego albo i w marcu nawet. I jeszcze później. Dlaczego to łowisko? Po pierwsze przez to, że znam go od blisko 20 lat i choć ryb w Bełdanach ostatnio mniej, to przecież niemal nigdy nie zdarzyło mi się spływać z jeziora czy schodzić z lodu bez ryby. Po drugie, jezioro na kilkukilometrowym odcinku jest bardzo zróżnicowane - od rozległych płycizn o twardym dnie, przez muliste zatoki utwardzone niezliczoną ilością kłączy grzybienia i grążela, dziesięciometrowe rynny ciągnące się kilometrami, rozliczne uskoki dna i blaty, szereg podwodnych górek, po ponad 30 metrową głębię (kilkaset metrów w głąb jeziora od ośrodka WFTS na Polanie Grochówka) obdarzającą wytrwałych i cierpliwych styczniową i lutową sieją.
To fragment wody, gdzie można spotkać wszystkie chyba żerujące zimą jeziorowe gatunki ryb. Dość licznie występuje szczupak, dużo jest okonia patelniaka, ale trafiają się także niewielkie watahy garbusów nie bardzo się mieszczących w standardowej dziurze od świdra. Największy wyjęty przeze mnie zimowy okoń miał 44 cm, widziałem blisko półmetrowego potwora wyholowanego na oblankę z rozległej płycizny przy ośrodku w Piaskach. Okoni 35-40 cm wyjąłem tu kilkadziesiąt, zaś 25-35 cm po prostu bez liku, mimo że zimowe wyprawy na Bełdany nie były zbyt częste.
Miłośnikom mormyszki i spławika w przeręblu polecić można kilka głębiej położonych blatów i stoków podwodnych górek, w których swoje ostoje i żerowiska mają niebrzydkie leszcze i piękne, waleczne płocie. Szczęściarze, do których niestety się nie zaliczam, mogą złowić na twardych blatach i w przełęczach za Mysią Wyspą wcale ładnego sandacza - największy, jakiego widziałem zimą, miał blisko 4 kg. Zatoka Wygryńska mogłaby być jeziorem. Od strony wsi jest dość płytka (ok. 2 m) i tylko tam zdarzają się połacie twardego dna. Na początku zimy można złowić na błystkę niewielkie, ale już wymiarowe szczupaki oraz sporo okoniowych patelniaków.
Po prawej stronie, tam gdzie kanał łączy Bełdany z niewielkim jeziorkiem eksploatowanym przez rybaków, zaczyna się zamulony fragment zatoki, latem porośnięty obficie grążelem. Trafiają się tu większe okonie i przyzwoite szczupaki, jako że plątanina kłączy jest znakomitą ostoją dla drobnicy. Są to także często odwiedzane żerowiska płoci i leszczy, zwłaszcza w pobliżu ujścia kanału. W tym rejonie warto także obłowić lewą (plecy w kierunku Piasków) stronę wyspy, o której mowa na wstępie. Jej podwodny jęzor wlecze się przez prawie 300 m równolegle do brzegu jeziora. Łatwo go znaleźć dzięki kępom sitowia wtopionego w lód. Trzeba jednak uważać – na początku zimy tuż przy sitowiu znajdują się niewielkie oparzeliska. Na ten jęzor wychodzą przepiękne okonie i ładne szczupaki. Na początku zimy na górkach żerują zawzięcie wszystkie bełdańskie ryby. Można natknąć się zarówno na patelniaki, jak i na potężne garbusy. Trzeba tutaj zaznaczyć, że na poznanie każdego z wymienionych łowisk trzeba poświęcić kilka dni... no, co najmniej cały weekend. To przecież kilkadziesiąt wywierconych przerębli i kilka kilometrów wędrówki po lodzie.
Typowe jezioro polodowcowe - głębokie (dochodzące do nawet 46 m głębokości), długie i wąskie o stromych brzegach. Jezioro ma wiele płytkich zatok i 8 wysp. Z uwagi na znaczną średnią głębokość dno jest raczej piaszczyste i twarde, tylko w płytkich zatokach znajdują się trzcinowiska i muł. Jesto dobre miejsce na trolling, zwłaszcza wzdłuż stromych brzedów oraz polowanie cieższym zestawem na sandacza. W trzcinowiskach czają się ładne szczupaki.
Jezioro cieszy się sporym wzięciem wśród wędkarzy, w sezonie wzdłuż przybrzeżnych trzcinowisk pływają całe armady łódek wędkarzy. Pomimo tego wciąż można tam złapać ciekawy okaz okonia lub szczupaka. Ostatnie zimy bywały kapryśne i niezrównoważone. Ale nawet jeśli zima zrobi wędkarzom kolejnego psikusa, ten tekst przyda się w połowie lutego albo i w marcu nawet. I jeszcze później. Dlaczego to łowisko? Po pierwsze przez to, że znam go od blisko 20 lat i choć ryb w Bełdanach ostatnio mniej, to przecież niemal nigdy nie zdarzyło mi się spływać z jeziora czy schodzić z lodu bez ryby. Po drugie, jezioro na kilkukilometrowym odcinku jest bardzo zróżnicowane - od rozległych płycizn o twardym dnie, przez muliste zatoki utwardzone niezliczoną ilością kłączy grzybienia i grążela, dziesięciometrowe rynny ciągnące się kilometrami, rozliczne uskoki dna i blaty, szereg podwodnych górek, po ponad 30 metrową głębię (kilkaset metrów w głąb jeziora od ośrodka WFTS na Polanie Grochówka) obdarzającą wytrwałych i cierpliwych styczniową i lutową sieją.
To fragment wody, gdzie można spotkać wszystkie chyba żerujące zimą jeziorowe gatunki ryb. Dość licznie występuje szczupak, dużo jest okonia patelniaka, ale trafiają się także niewielkie watahy garbusów nie bardzo się mieszczących w standardowej dziurze od świdra. Największy wyjęty przeze mnie zimowy okoń miał 44 cm, widziałem blisko półmetrowego potwora wyholowanego na oblankę z rozległej płycizny przy ośrodku w Piaskach. Okoni 35-40 cm wyjąłem tu kilkadziesiąt, zaś 25-35 cm po prostu bez liku, mimo że zimowe wyprawy na Bełdany nie były zbyt częste.
Miłośnikom mormyszki i spławika w przeręblu polecić można kilka głębiej położonych blatów i stoków podwodnych górek, w których swoje ostoje i żerowiska mają niebrzydkie leszcze i piękne, waleczne płocie. Szczęściarze, do których niestety się nie zaliczam, mogą złowić na twardych blatach i w przełęczach za Mysią Wyspą wcale ładnego sandacza - największy, jakiego widziałem zimą, miał blisko 4 kg. Zatoka Wygryńska mogłaby być jeziorem. Od strony wsi jest dość płytka (ok. 2 m) i tylko tam zdarzają się połacie twardego dna. Na początku zimy można złowić na błystkę niewielkie, ale już wymiarowe szczupaki oraz sporo okoniowych patelniaków.
Po prawej stronie, tam gdzie kanał łączy Bełdany z niewielkim jeziorkiem eksploatowanym przez rybaków, zaczyna się zamulony fragment zatoki, latem porośnięty obficie grążelem. Trafiają się tu większe okonie i przyzwoite szczupaki, jako że plątanina kłączy jest znakomitą ostoją dla drobnicy. Są to także często odwiedzane żerowiska płoci i leszczy, zwłaszcza w pobliżu ujścia kanału. W tym rejonie warto także obłowić lewą (plecy w kierunku Piasków) stronę wyspy, o której mowa na wstępie. Jej podwodny jęzor wlecze się przez prawie 300 m równolegle do brzegu jeziora. Łatwo go znaleźć dzięki kępom sitowia wtopionego w lód. Trzeba jednak uważać – na początku zimy tuż przy sitowiu znajdują się niewielkie oparzeliska. Na ten jęzor wychodzą przepiękne okonie i ładne szczupaki. Na początku zimy na górkach żerują zawzięcie wszystkie bełdańskie ryby. Można natknąć się zarówno na patelniaki, jak i na potężne garbusy. Trzeba tutaj zaznaczyć, że na poznanie każdego z wymienionych łowisk trzeba poświęcić kilka dni... no, co najmniej cały weekend. To przecież kilkadziesiąt wywierconych przerębli i kilka kilometrów wędrówki po lodzie.